środa, 28 grudnia 2016

2016 To by było na tyle

 Heloł
Kończymy 2016, dodaję tutaj coś ostatni raz w tym roku, zrywamy ze ścian kalendarze i szykujemy fajerwerki i petardy. Zaraz zakończymy te 366 dni, więc wypada dodać jakieś podsumowanie. To był chyba przyjemny rok. Pozwiedzałam troszkę, zrobiłam to co chciałam zrobić, ale też poległam na innych rzeczach. Zostało mi dużo, bardzo dużo zdjęć i oczywiście wspomnień :)
























































Do zobaczenie za rok
Julka

sobota, 24 grudnia 2016

Wesołych Świąt :)


Dzień Dobry,
Za sześć minut teoretycznie w moim domu powinna się zacząć Wigilia, a ja okupuję łazienkę z mokrymi włosami, oczami szczypiącymi po krojeniu pora i świadomością, że chyba niechcący sprawiłam, że moja siostra ma wątpliwości co do bytu świętego Mikołaja. Za nim jednak stąd wyjdę chciałam tylko życzyć Wam Wesołych Świąt :)



Kochani,
Z okazji Świąt Bożego Narodzeni chciałam Wam życzyć dużo zdrowia, szczęścia, pogody ducha, jak najlepszych wyników w szkole/pracy/na uczelni, wiecznego uśmiechu na twarzy, jak najmniej trosk, a więcej radości i żebyście szli przez życie z głową uniesioną do góry!

Wesołych Świąt!
Julka

niedziela, 18 grudnia 2016

Christmas Tag




Dzień Dobry

Pisząc to zostaje mi do pokonania 5 dni do Gwiazdki. Świąteczna gorączka już oficjalnie się rozpoczęła, więc pewnie nim się obejrzę będzie sobota. W ogóle podobno tylko starszym ludziom czas bardzo szybko leci, ale to nieprawda. Mam wrażenie, że dni przelatują mi przez palce z coraz większą prędkością, a nie jestem chyba jeszcze w podeszłym wieku, prawda?

Nie ma co przedłużać lepiej poczytać świąteczny tag :)






Wolisz w Święta chodzić w piżamie czy elegancko się ubrać?
Nie potrafię sobie wyobrazić świąt w piżamie. Kojarzy mi się to z bożonarodzeniowym porankiem  na amerykańskich filmach, gdzie dzieciaki rzucają się w stos zabawek. Nie ten kontynent :)


Gdybyś mogła w tym roku kupić prezent tylko jednej osobie, kto by to był?
Nie wiem, prawdopodobnie nikt. Nie chciałabym żeby komuś się zrobiło smutno na serduszku, więc wywaliłabym tę okazję do kosza.


Czy prezenty otwierasz rano, czy wieczorem w Wigilię?
Tradycyjnie zawsze w Wigilię po kolacji. Pewnie nie tylko u nas dzieci ciągle podczas jedzenia narzekją, że już, teraz, natychmiast chciałyby otworzyć prezenty :)


Czy kiedykolwiek zrobiłaś domek z piernika?
Pamiętam tylko jeden, jedyny raz, gdy z mamą próbowałyśmy go zrobić, ale mówiąc wprost gorący cukier nas pokonał.


Co lubisz robić podczas przerwy świątecznej?
Odpoczywać. Tyle mi wystarczy. Przed świętami jest zawsze tak napięty okres, że później jedyne co robię to wyłączam się.













Ulubiona świąteczna potrawa?
Takich pytań się nie zadaje! Jest to akt dyskryminacji wobec innych zupełnie równie dobrych potraw. Dużo jest tego, naprawdę dużo. Zaczynając na sosie grzybowym przez makiełki na pierniczkach kończąc.


Twój ulubiony film świąteczny? 
Tutaj już chyba będzie łatwiej, bo nie mam na moim koncie wszytskich filmów o tematyce bożonarodzeniowej. Pozostaję przy klasyku "Kevin sam w domu". Widziałam go już tyle razy, że samoistnie stał się częścią świąt.


Makowiec czy sernik?
W święta odpowiedź jest tylko jedna. Makowiec.


Czy kiedykolwiek ulepiłaś bałwana?
Niejeden raz :) Pamiętam nawet jak z babcią i kuzynką lepiłyśmy chyba mojego pierwszego bałwana w życiu. 


Białe, czy kolorowe lampki choinkowe?
Taki i takie. Jeżeli chodzi o ściany i zasłony to wydaje mi się, że białe, ale choinka bez kolorowych lampek to nie choinka. 











Byle do Gwiazdki!
Julka



zdjęcia: wehertit
pytania: http://www.piwnooka.pl/christmas-tag-moje-swieta-pigulce/

niedziela, 11 grudnia 2016

Pogwałcenie (?) grudnia

Czołem Cześć,
Wiem, że mamy już 11 grudnia.
Wiem, że blogmasy i vlogmasy już dawno się zaczęły.
Wiem, że jestem spóźniona, ale w końcu po wielu trudach i większych trudach zaczynam serię świąteczną :)




Mogę się założyć, że każdy/każda z Was od listopada do grudnia chociaż raz już w tym roku (poprzednim i jeszcze poprzednim też) powiedział/a, usłyszał/a lub przeczytał/a sentencję "Czujecie klimat świąt? Bo ja nie!". Tylko jak macie czuć klimat świąt, skoro jeszcze go nie ma. Prawdziwe  przygotowanie do Wigilii zaczyna się tydzień przed, ale model komercji zachodu kręci się tylko wokół takich wydarzeń, więc nic dziwnego, że korzystają z takiej gorączki tak długo jak tylko mogą. Chociaż czy to nie jest torszkę za wcześnie? Po co przypinać listopadowi łatkę przygotowań do świąt, skoro od tego jest ten konkretny, kolejny miesiąc. Ja na miejscu grudnia poczułabym się troszkę znieważona, bo w końcu to 24.12 każdego roku jest ten dzień, na który większość z nas tak czeka. W naturze człowiek jest  to, że po pewnym czasie przyzwyczajamy się do tego z czym się często spotykamy. Jeżeli zaczynamy przeżywać całą świąteczną gorączkę już w listopadzie to po kilku  tygodniach Mikołaj w telewizji staje się dla nas obojętny, a cała atmosfer z "Ho ho ho" w tle pryska. Dlaczego kalendarze adwentowe zaczynają się pierwszego grudnia? Czy nie znudziło by  się Wam jedzenie czekoladek równo od 3 listopada zaraz po Wszystkich Świętych, gdy komercja zaczyna nas zasypywać "magią świąt"? Biznes to biznes, ale zaczyna on się robić już nudny. 24 dni pełne kalendarzy adwentowych, świątecznych piosenek, pierniczkówi i przyprawy korzennej w pełni wystarczą, więc zostawmy grudzień i jego świąteczną gorączkę w spokoju :)











Żegnam się z państwem zmierzając do matmy,
Julka

czwartek, 8 grudnia 2016

Disney on Ice





Dzień Dobry, Dobry
Polecam teraz włączyć to na górze ↑

Bajkomania ma to do siebie, że mimo upływu czasu nie zanika. Jako żywy dowód tej teorii mogę zaświadczyć, że nie ma takiego czegoś jak nagła wyraźnie odczuwalna niechęć do filmów/bajek/seriali z dzieciństwa. W wieku kilku lat znałam program Mini Mini na pamięć, płyty z filmami (konkretniej seria Barbie) traktowałam jak świętość, a do dzisiejszego dnia pamiętam urywki scen z kilku programów. Przy okazji: dawno, dawno temu, koło 2005 roku emitowany był jakiś serial (?) o nastolatku w białych spodniach, fioletowej koszulce i o jasnym irokezie na głowie. Pamięta ktoś może tytuł??





Urosłam troszkę wzdłuż i wszerz, ale nadal kocham Disney'a :) 
Co prawda są nie toleruję Pocahontas i Mulan, ale fakt ten można pominąć.  Kocham Disney, więc na Disney On Ice musiałam być. Wszystkim, naprawdę wszystkim, którzy odczuwają choć malutką iskierkę sympatii do dzieła Walt'a, z ręką na sercu przysięgam, że warto. Nie chcę (może komuś kto stwierdzi: za rok jadę!) robić spoiler, więc pozostańmy przy informacji, że sztandarowe hity Disney'a zostały zatańczone na lodzie (śpiewali po polsku, ale nie na żywo). Mini i Miki byli słodcy, Lew wzruszający, a Nemo kochany. Oczywiście tłum podbiła Elza i Anna, Mam tę moc i Olaf. Przyznaję się, nawet śpiewałam. Standardowo, wszystko na żywo wyglądało i brzmiało milion razy lepiej. Byłam zachwycona bardziej niż dzieci siedzące przede mną i wcinające popcorn, ale przecież tego się nie da nie przeżywać. Muszę jechać w przyszłym roku. Ktoś chętny?





Warto było
Julka

niedziela, 4 grudnia 2016

11.11.2016




Heloł,
Pewnie to już jest enty z kolei post relacjonujący koncert Bieber'a w Krakowie, który pojawił się na różnych stronach przez ostatni miesiąc. Jeżeli nie podoba Ci się temat proponuję znaleźć wzrokiem czerwony x w lewym górnym rogu, najechać na niego kursorem i wcisnąć lewy przycisk myszy :)     

Mimo, że żadną Belieber nie jestem to lubię muzykę Justin'a, więc na kocert pojechałam. Co prawda pod koniec października było mi smutno gdy patrzyłam na ten obrazek:



(zdjęcie nie moje, znalezione na grupie polish beliebers)



Ale w ostatniej chwili nastał cud i kupiłam bilet.

Jak było?
Z jedenj strony było naprawdę świetnie i gdybym miała zdecydować czy pojechać jeszcze raz zdecydowanie bym to zrobiła. Pokrzyczałam sobie, potańczyłam i widziałam Biebera na żywo, więc wszystko było tak jak powinno być. Każdy kto był na jakimkolwiek koncercie wie, że atmosfery nie oddają żadne filmy czy zdjęcia. Wszystko na żywo brzmi zupełnie inaczej. Pewnie wszyscy już wiedzą, że Justin poproszony o to powiedział "kocham was", na piosenkę Purpose większość ludzi (zgadnijcie kto zapomniał) podniosła kartkę z napisem "My purpose is...", a na Life is Worth Living wszyscy robili z dłoni serca, więc nie będę tego powatrzać. Jestem pod wrażeniem, że publiczność tak się zorganizowała i wszystko poszło tak jak miało pójść. Co prawda był to mój pierwszy większy koncert, więc może i nie mam porównania, przesadnie się zachwycam, ale i tak było prawie cudownie.







Prawie cudownie, bo wpuścili mnie na połowę koncertu :) Kupując bilet decydowałam się zobaczyć support i caaaały występ Justin'a Bibera'a, a nie tylko jego część. Póki co nie wybieram się na żadne wydarzenie organizowane przez Prestige MJM, bo nie popisali się. Najpierw czekałam w kolejce marznąc, bo szanowna organizacja miała za mało czytników biletów, po czym okazał się, że koncert zaczął się wcześniej niż planowano, więc i tak początek straciłam. 








Jednak pomijając ten ogromny minus było naprawdę fajnie. Cała atmosfera podczas piosenek, rozmów Justina czy między ludźmi była świetna, więc nie żałuję, że pojechałam. Od razu dziękuję przemiłej pani, która "zaadoptowała" mnie w kolejce do sprawdzania biletów i kolejnej dzięki, której nie zostałam stratowana w tłumie walczącym o kupno bluzek.





Nie żałuję :)
Julka