niedziela, 17 kwietnia 2016

California #2



 Good Morning Blogosfero!

Jak obiecałam, tak piszę dalsze perypetie pewnej polskiej rodzinki w Californi! :)

Dzień 3
Zaczęło się od naprawdę dobrego planu, ale szkoda, że tylko zaczęło...
Miało być Warner Bros studio, wycieczka do serca produkcji telewizyjnych hitów i odkrywanie kulis Hollywood, ale niestety przerosły nas duże (zresztą jak wszystko co amerykańskie) kolejki. Jednak nie po to przylecieliśmy te cholerne 15h w samolocie, żeby teraz jakaś pulchna Amerykanka z obsługi, uparcie twierdząca, że to nie wycieczka dla dzieci (sorry man), przekreśliła nam tak pięknie zaplanowany dzionek. Wyszli, naradzili się i wpakowali do auta. 
-> Griffith Observatory
Taras widokowy, na którym każdy dławi się panoramą LA. C-u-d-o-w-n-i-e. Oczywiście nie mogło zabraknąć gwoździa programu czyli Hollywood Sign. I niestety tutaj kolejna nowina, ten znak tylko widać. Nie można tam podejść/wejść/zejść/podlecieć/zlecieć (no chyba, że jest się naprawdę wpływową osobą z wpływową liczbą zer na koncie), a jedynie zrobić sobie zdjęciem z symbolem Hollywood oddalonym o jakieś dobre 300 metrów.  Dalej, Proszę Państwa przemieszczamy się do wiecznie zielonej krainy w miód, mleko, wodę i pieniądze opływającą czyli 
-> Beverly Hills
Widać, że tam nie mieszka przeciętny Johnson. Dalej, obowiązkowy punkt czyli Rodeo Drive. Ulica, na której można sobie uświadomić o płytkości swojej karty, od której odkształca ci się tylko case na telefon. Kolejnym punktem jest mieszanka młodzieży, wariatów, narkotyków i plaży.
-> Venice Beach
Miejsce wiecznego chillout'u i zabawy. Popisy na rampie, wygibasy na wrotkach, tłumy surferów, słońce i bijąca z nieba muzyka naprawdę dają temu miejscu niepowtarzalny klimat. Może nie do końca mój, ale wyjątkowy klimat.

Dzień 4
Tutaj ku pewnie powszechnej radości nie będę się rozpisywać. Po prostu ten dzień był wypełniony lenistwem na plaży w Malibu i długą wycieczką wzdłuż oceanu.

Dzień 5
Dień, w którym cofnęłam mój poziom rozwoju do stopnia inteligentnego pięciolatka i szalałam razem z dziećmi w Disnylandzie. Co prawda nie był to mój pierwszy raz w królestwie Miki, ale i tak było wspaniale. Jednak nie idealnie, bo wieczorem zaczęło padać = California paraliż. Ciemno, mokro, chłodno i pusto, ale przynajmniej unikneliśmy godzinnych kolejek i skorzystałam z kilku więcej atrakcji :)

Dzień 6
Preria, preria i jeszcze raz preria. To był ten dzień, w którym celem stała się Route 66 czyli dawny łącznik LA i Chicago, obecnie bezczelnie zabudowana przez pięciopasmową autostradę. Poznawaliśmy prerie jakieś 4h, a 70 mil przed Las Vegas wylądowaliśmy w galerii handlowej :') Ach, rodzinko!

Dzień 7 
Ostatnie chwile na Manhattan Beach i niestety moment, w którym miałam ochotę tarzać się po ziemi w histerii, przykuć się do najbliższego hydrantu i nie opuszczać tego miejsca, ale ostatecznie jednak po prostu zostawiając kawałeczek serca w Californi :)

Mam nadzieję, że póki co Was jeszcze nie zamęczyłam tymi (jeszcze nie do końca opowiedzianymi) feriami, ale już piszę jeszcze dwie kolejne notki, w których zobaczycie gdzie nas jeszcze wywiało :)
Wiem, że post długi, ale moim zdaniem warty tego!

Zkochana w Californi
Julka.bb

Dzień 3'






















 















Dzień 4'








Dzień 5'











Dzień 6'















Dzień 7












zdjęcia: Nikon d5200 | iPhone6
dzień 3: bluzka Brandy Melville | spodenki h&m | klapki birkenstock | okulary vans
dzień 4: kostium esotiq | okulary vans
dizeń 5: bluzka zara | spodenki peek&cloppenburg | bluza nike | torba Van Gogh Amsterdam | oklulary vans | uszy Disneyland California
dzień 7: spodnie levis | bluzka benetton | bluza nike | klapki birkenstock | oklurary vans



17 komentarzy:

  1. Świetny wpis! Niezwykle ciekawie piszesz :)
    Zdjęcia są genialne! *,*

    Pozdrawiam ♥,
    yudemere.pl

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, jak ja Ci zazdroszczę! California to taki piękny zakątek! Ahh, i to słońce, piasek, palmy, woda - raj na ziemi po prostu! :)

    Buziaki :*
    Viva la Ola - ZAPRASZAM DO OBSERWACJI

    OdpowiedzUsuń
  3. Zazdroszczę wyjazdu, chętnie pojechałabym do LA :)

    londonkidx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Super zdjęcia, zazdroszczę :-)
    http://kreatywnatalia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Wow świetne zdjęcia, widać, że świetnie spędzony czas. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O jejku jak ja Ci zazdroszczę takiego wyjazdu! Ja kiedyś również chciałabym się pojawić w Stanach :D
    Littleredcherrysmile click

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę!!
    Cudowne zdjęcia :)

    immhfashionblog.pl(klik)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow! Bardzo Ci zazdroszczę, że mogłaś zwiedzić to miejsce *.* Mam nadzieję, że kiedyś w przyszłości również tam zawitam :D Piękne zdjęcia :D Pozdrawiam ^^ wy-stardoll.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale ci zazdroszczę jeju! Super zdjęcia a ten napisać Hollywood to juz wgl! :)

    Truskaweczka

    OdpowiedzUsuń
  10. Jejku ale zazdro! Ja już niedługo będę w L.A. Cudowne zdjęcia :) Świetnie piszesz!

    http://nonstopyou.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny pomysł na posta :3
    obserwuję <3
    http://poziomka1.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Zazdroszczę wyjazdu. Obserwuję i liczę na rewanż. Pozdrawiam jusinx.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  13. BOŻĘ JAK ZAZDROSZCZĘ. MASAKRA ♥ cudowne zdjęcia!!.
    Kliknęłabyś w banner sheinside w bocznym pasku,?
    Mój Blog - klik!
    Ja się zrewanżuję tym samym lub obserwacją( jak mi się spodoba twój blog!).
    Napisz jak kliknęłaś w ten banner w ostatnim poście.! ( sprawdzam ).
    --------------------------------------------------------------
    Dzięki!! ¦

    OdpowiedzUsuń
  14. Mimo ogromnych kolejek wyjazd do Kalifornii musiał być dla ciebie wspaniałym doswiadczeniem :)
    Pozdrawiam,
    blog: sajecka

    OdpowiedzUsuń
  15. Ameryka to chyba jedyny kraj, który nie musi się reklamować. Wszyscy do niego ciągną i prawie każdy choć raz chce się tam znaleźć, jakby na prawdę tam mogły się spełniać sny. Cieszę się, że tobie udało się zwidzieć choć mały kawałek tego kraju :)
    Pozdrawiam
    Jadwiga z Zajęczej Nory

    OdpowiedzUsuń