środa, 2 listopada 2016

Turcja2016: biel, figi i koleżanka


Dobry wieczorek

Siedzę sobie przed ekranem, patrzę na te zdjęcia, na okno, na zdjęcia, na okno i wiecie co widzę? Nic nie widzę, bo jest ciemno, bardzo ciemno.  Z jednej strony: o jak miło, idzie zima, święta i kończy się dobowy limit na kakao. Z drugiej: zimno, buro i ponuro, wchodzę i wychodzę ze szkoły prawie, że o zmroku.

Dobrze, że chociaż zdjęcia mi zostały :') Lecąc od góry najpierw Pamukkale, które w istocie nie są aż takie białe. Owszem biel to biel, ale jednak aż taki balas między śnieżnym, a lazurem z poświatą błękitu, który znajdziemy na każdej wizytówce biura podróży to nie realia. Przynajmniej ja nie zauważyłam. Mimo wszystko naprawdę warto zobaczyć taki "suchy lodowiec" na żywo, jednak wchodząc do nieprzeźroczystych bajorek trzeba baardzo uważać, bo nagle człowiek zaczyna kuleć jak łamaga pozwalając nawet swojej drogiej kości ogonowej zderzyć się w z ostrym wapiennym dnem by tylko uratować aparat.

Dalej są już typowe wakacje. Leżaczek, basenik i wycieczki z leżaczka do basenika, bo mimo chęci do idei opalania nie potrafisz wysiedzieć na słońcu dłużej niż 12 minut. Poznałam pewną czworonożną przyjaciółkę. Co prawda przychodziła tylko wieczorem, czasem była z koleżankami,  czasem nie, ale za to jak wspaniale pozowała. Trochę w znaczeniu bardzo, bardzo się jej bałam, ale już po dwóch dniach byłam zdolna w ciągu 15 sekund wywiesić mokry kostium na balkonie gdzie ona siedziała. Nocne spacery nad morzem były, aż za dużo fig było, próby rozmowy z I. były, więc wakacje uważam za udane :)
          
              Przepraszam, ale fizyka czeka.






 powszechne zdjęcie i zaskoczone zdjęcie

  

  













koleżanka





Miło było,
Julka